Parafia Hyżne

KOŚCIÓŁ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

 

Czas powstania parafii Hyżne nie jest dokładnie znany, ale została utworzona zapewne w 1. połowie XVI w., gdyż w 1594 r. wzmiankowany jest już w aktach diecezjalnych jej proboszcz, ks. Wawrzyniec. Z dokumentów powizytacyjnych księdza biskupa Wacława Sierakowskiego dowiadujemy się, że pierwsza świątynia pw. Wszystkich Świętych, konsekrowana w 1594 r. przez księdza biskupa Wawrzyńca Goślickiego, powstała znacznie wcześniej. Fundatorami kościoła byli prawdopodobnie Wapowscy, ówcześni kolatorowe, właściciele Hyżnego i Dylągówki. Kościółek stał u podnóża górki, na której stoi obecnie kościół, od strony południowo-zachodniej, w miejscu, gdzie jeszcze przed pierwszą wojną światową znajdował się szpital dla ubogich.

Pagórkowata okolica była wówczas pokryta lasami, podmokłymi łąkami, zarośniętymi olszyną i wierzbą, a niewielka rzeka Tatyna, wypływająca z lasów Dylągówki, nie miała swego stałego koryta. Dlatego w czasie wylewów podczas mokrych lat, kościółek „we wodzie pływał” – jak opisuje kronika z 1751 roku. Przyczyniło się to do przyśpieszonego procesu niszczenia tej świątyni. Wówczas Stanisław Wapowski zbudował własnym kosztem nowy, drewniany kościół na wzgórzu, by uchronić go od częstych powodzi. To właśnie do tego drugiego kościoła Katarzyna Wapowska podarowała łaskami słynący Obraz Matki Bożej.

W 1624 roku Tatarzy dokonali spustoszenia Rzeszowszczyzny. Był to jeden z największych najazdów. Wśród miejscowości dotkniętych zniszczeniami znalazło się również Hyżne. Jak podaje kronikarz, w oktawę Bożego Ciała 1624 roku Tatarzy przybyli tu i spalili ten pierwszy, niszczejący kościółek pw. Wszystkich Świętych, a wraz z nim wszystkie zabudowania plebańskie. Zamierzali też spalić drugi kościół, lecz Matka Boża Łaskawa cudownie ocaliła go od zniszczenia.

Na miejscu spalonego Kościoła postawiono krzyż, a później kaplicę pod dawnym wezwaniem Wszystkich Świętych. Przez ponad sto lat odbywały się tu odpusty (w dzień pierwszego listopada) i odprawiano nabożeństwa z wystawieniem Najświętszego Sakramentu.

Z pierwszego, spalonego kościoła, przechowały się do dnia dzisiejszego najcenniejsze pamiątki: kamienna chrzcielnica i dzwon „Jan”.

Chrzcielnica przypomina kielich o krótkiej nóżce, której nasada, rzeźbiona w formie lwich pazurów, opiera się na dwóch stopniach. Poza nasadą biegną trzy wypukłe pierścienie, a dalej kubek kamienny mieści w sobie kociołek na wodę chrzcielną. Ściany kubka zdobią cztery skrzydlate główki pięknych aniołków, krawędź upiększa rzeźbiona w kamieniu koronka. Całość zakończona drewnianą, pozłacaną koroną, a na jej szczycie scena chrztu Pana Jezusa przez świętego Jana. Korona, figury i unoszący się Duch św. były restaurowane na początku XX w. i wykonane z nowego materiału. Najważniejszą jednak jest metryka chrzcielnicy. Oto na ścianie kubka wyryty został cyframi arabskimi rok: 1592. Ten cenny i piękny zabytek przypomina wszystkim tu przybywającym dawne dzieje i cuda, jakich Maryja dokonała na tej ziemi.

Drugi niemy świadek, który pamięta napad Tatarów w roku 1624, to dzwon „Jan”. Ulany został w Przemyślu, o czym przypomina napis: „Z pomocą Bożą odlał mnie Andrzej Wodzirejowicz  w Przemyślu, kosztem księdza Jana Buynowicza 1619”.

KOŚCIÓŁ NARODZENIA MATKI BOŻEJ

Kiedy w 1626 r. ksiądz biskup Jan Wężyk przybył na wizytację parafii Hyżne, to w drugim kościele zastał już obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, ofiarowany przez Katarzynę Wapowską, żonę Stanisława, kasztelana przemyskiego. To właśnie w tym kościele w czasie napadu tatarskiego zdarzył się cud, który do dziś z wdzięcznością i dumą wspominają miejscowi parafianie.  Ks. Piotr Antoni Nawrotowski opisał to wydarzenie w poemacie historycznym „Tatarzy w Hyżnem”.

Ksiądz biskup Wężyk poświęcił nowy kościół pod wezwaniem Narodzenia Matki Bożej. Z drugiego kościoła najcenniejszą relikwią i pamiątką jest Cudowny Obraz Matki Bożej Łaskawej, nazywanej tutaj Matką Bożą Hyżneńską.

TRZECI KOŚCIÓŁ – MARYJNE SANKTUARIUM

Obecny, trzeci kościół, został zbudowany w latach 1727-1739, przez miejscowego proboszcza ks. Piotra Antoniego Nawrotowskiego (1718-1746). Był on szczególnym propagatorem kultu Matki Bożej. Założył tu, m.in., Bractwo Niepokalanego Poczęcia NMP, które istniało do 1897 r. (dogmat o Niepokalanym Poczęciu został ogłoszony w 1858 r.) i spisał ponad 300 przypadków łask i uzdrowień. Po ich zbadaniu władze kościelne w 1747 r. uznały Obraz Matki Bożej za cudowny (w rok po śmierci ks. Nawrotowskiego). Tę trzecią świątynię poświęcił w 1745 r. biskup Wacław Hieronim Sierakowski.

Przez lat kilkanaście, zanim ukończono budowę kościoła, w bocznej jego kaplicy odprawiały się nabożeństwa. Tutaj też umieszczono Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, który słynął licznymi łaskami. Po przeniesieniu Obrazu do wielkiego ołtarza, cześnik z Gostynia, Kasper Aleksander Nieborowski, pan na Nieborowie, ufundował do bocznej kaplicy ołtarz i obraz Niepokalanego Poczęcia NMP, jako wotum wdzięczności Panu Bogu za otrzymane łaski. Stąd też powstało mylne przekonanie, że „Łaskawym” jest obraz Najświętszej Panny Niepokalanie Poczętej.

Kościół był kilkakrotnie gruntownie remontowany. W latach 1912-1913 ówczesny proboszcz ks. Ignacy Łachecki (1908-1959) rozbudował i poszerzył istniejącą świątynię, dobudowując dwie boczne nawy. Wprawdzie inny był plan rozbudowy, lecz trwająca wojna światowa nie pozwoliła go zrealizować. Ks. Łachecki rozpoczął również starania o koronację Obrazu Matki Bożej. Jego następca, ks. Stanisław Ergietowski (1959-1965) remontował istniejące budynki parafialne.

Kolejnym proboszczem propagującym kult Matki Bożej był ks. Michał Kochman (1965-1976). Jego płomienne kazania i nauki rekolekcyjne przyciągały rzesze pielgrzymów. Kościół, mimo rozbudowy, nie był w stanie pomieścić pątników, pieszo przybywających na uroczystości odpustowe ku czci Narodzenia NMP, toteż ks. Kochman podjął inicjatywę wybudowania wiaty –  zadaszonego, polowego ołtarza. Jego staraniem rozpoczęto też budowę kościoła w odległych częściach parafii, tj. w Grzegorzówce i Wólce Hyżneńskiej (1975-76). Budową kościoła (bez zgody władz państwowych) kierował ówczesny wikariusz w Hyżnem, ks. Henryk Rychlak.

W latach 80-tych obecnego stulecia Sanktuarium Matki Bożej Hyżneńskiej doczekało się gruntownych remontów, a parafia zmian terytorialnych. Staraniem ks. proboszcza Tadeusza Ciska (1976 – 2004) wybudowane zostały dwa kościoły: w Dylągówce (1982-83) i  Nieborowie (1984-88). Dylągówka, podobnie jak Grzegorzówka – Wólka zostały wydzielone z terytorium Hyżnego, jako odrębne parafie. Wszystkie trzy świątynie poświęcono wezwaniu Matki Bożej: w Grzegorzówce – Wólce – MB Bolesnej, w Dylągówce – Niepokalanego Serca NMP, a w Nieborowie – MB Miłosierdzia.

Natomiast sama świątynia przeszła remont kapitalny. Na zewnątrz położono nowe tynki, wyremontowano drogi, schody i obejścia wokół kościoła, odnowiono Dróżki Matki Bożej Bolesnej, uporządkowano stary cmentarz, wybudowano kaplicę cmentarną; wybudowano też nową plebanię i sale katechetyczne.

Na szczególną uwagę zasługuje odnowione wnętrze Sanktuarium. Osuszenie i ogrzewanie Kościoła, renowacja wielogłosowych organów, wymiana okien, docieplenie świątyni – to był początek dalszych prac. Największą staranność włożono w piękny wystrój wnętrza. Główny ołtarz, w którym znajduje się Cudowny Obraz Matki Bożej, został poddany konserwacji i złoceniu. Podobnie też dwa inne ołtarze z bocznych kaplic. Wstawiono witraże, przedstawiające największe Objawienia Matki Bożej. Położono nową, bogatą i wymowną w treści teologicznej polichromię wnętrza. Odczytanie jej głębi może prowadzić jedynie do uwielbienia Tej, której Pan uczynił wielkie rzeczy. A nas, pielgrzymujących Jej drogami, do zawierzenia – jak Ona – swemu Stwórcy.

Odrębny rozdział należałoby poświęcić Siostrom zakonnym ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Przybyły one do Hyżnego w 1903 r., poświęcając się pomocy w pracy kolejnym duszpasterzom i oddając się służbie najuboższym. Przed pierwszą wojną ofiarnie prowadziły „Ochronkę”, a w czasie wojny pielęgnowały rannych. Swoją misję i posłannictwo spełniają ofiarnie do dnia dzisiejszego.

OBRAZ MATKI BOŻEJ ŁASKAWEJ

W 1592 r. Katarzyna Wapowska, kasztelanowa przemyska, ofiarowała do drugiego kościoła obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus. Umieszczono go w głównym ołtarzu. Obraz ten jest namalowany techniką olejną na lipowej desce o wymiarach 209 x 119 cm. Na tle chmur stoi na złotym sierpie księżyca Maryja z Dzieciątkiem na lewej ręce i z berłem w prawej dłoni. Suknia Matki Bożej ma kolor wiśniowy, a niebieski płaszcz jest obramowany złotem. Włosy spadają na plecy i ramiona. Twarz Maryi z wyrazem macierzyńskiej dobroci skierowana jest w stronę Dzieciątka, które prawą rączką błogosławi świat, w lewej zaś trzyma książkę.

Obraz ten powstał przed rokiem 1590 i jest dziełem nieznanego malarza. Od samego początku cieszył się wielką czcią, a nabożeństwa do Matki Bożej ściągały do Hyżnego wiernych z okolicznych wsi. Kult Matki Bożej Łaskawej wzrósł szczególnie po cudownym ocaleniu w czasie napadu Tatarów. Pierwsza wzmianka o tym Obrazie umieszczona jest w aktach diecezjalnych, sporządzonych racji wizytacji biskupa Doenhoffa w 1699 r. Zachwycony widokiem tego wizerunku, biskup pisze: „Obraz ten ujmie każdego, kto nań patrzy, wdziękiem i pięknością”.

W 1745 r. w czasie wizytacji kanonicznej przedstawiono biskupowi Sierakowskiemu księgę, a w niej ponad 300 wypadków doznanych łask i niezwykłych uzdrowień. Powołana w tej sprawie komisja potwierdziła niezwykłość tych wydarzeń, a biskup Sierakowski w 1747 r. ogłosił Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem jako „Imago gratiosa” – Łaskami słynący.

Ponieważ kult Matki Bożej Łaskawej nadal się rozwijał i powiększała się liczba otrzymujących łaski za przyczyną Matki Bożej Hyżneńskiej, biskup Anatol Nowak rozpoczął starania o koronację Obrazu i oficjalne uznanie Go za cudowny. Stolica Apostolska wydała dekret koronacyjny 13 marca 1932 r. Po 340 latach obecności w Sanktuarium Hyżneńskim, 8 września 1932 r. biskup Anatol Nowak, w asyście biskupów Bardy i Ko-mara z Tamowa, w obecności 90 księży i około 70 tysięcy wiernych – ozdobił skronie Maryi i Dzieciątka złotymi koronami.

Ważnym wydarzeniem w dziejach Sanktuarium było 550- lecie koronacji, obchodzone 7 i 8 września 1982 z udziałem biskupa Ordynariusza Ignacego Tokarczuka. Do Hyżnego przybyło wówczas 27 pielgrzymek, 84 księży, rozdano ok. 20 tysięcy Komunii św. W 1992 r. Sanktuarium Hyżneńskie przeżywało kolejne jubileusze: 400-lecie obecności i 600-lecie koronacji Obrazu Matki Bożej Łaskawej. Jako wotum wdzięczności za lata szczególnej opieki został wykonany dzwon, na którym widnieje podobizna Obrazu Matki Bożej Hyżneńskiej. Do uroczystości jubileuszowych przygotowywano się poprzez Misje oraz uroczyste nawiedzenie rodzin przez kopię Cudownego Obrazu.

 

/ wykorzystano fragmenty książki „Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Hyżnem”

pod red. ks. Janusza Mierzwy/

 

 

 

 

TATARZY W HYŻNEM

Poemat historyczny

Ks. Piotra Antoniego Nawrotowskiego

 

Poniżej wiankiem rozsiadły się chaty,

Początek wioski Hyżnego przed laty.

Noc szara skrzydła cicho roztoczyła,

A mgła jak chmurka dolinę okryła,

Gwiazdami lśniące niebieskie przestworza

Ciemnej północy powitała zorza.

Na wschodzie niebo lekko się rumieni,

Jak liście lasów więdnących w jesieni.

 

Naraz ta jasność w kilku stronach błyska!

Jakby ktoś wielkie rozpalił ogniska.

„To pewnie łuny straszliwej potęgi,

Sprawcy Tatarzy, Polski wieczne wrogi”.

 

Zawyrokował stróż nocny, sędziwy,

Ilekroć bowiem wschód okrył się w żywy

Ognia rumieniec, bywały oznaki,

Klęski wieszczące i najeźdźców szlaki.

 

Wtem z łona krwawo żółtej aureoli

Wypłynął księżyc, żaglował powoli,

Jak okręt fale, on gwiazdy przecina,

Gdy spojrzał, mleczna zniknęła ścieżyna.

 

Wyraz księżyca miły, marzycielski

Rzuca półświatła na krajobraz sielski,

Widnokrąg dalszy zostawia w półcieniu,

Wdzięku dodaje całemu stworzeniu.

 

Starsze ze drżeniem trzymają się szaty,

Bo matki bojaźń wpajały przed laty.

Jako u Rzymian „Hannibal przed drzwiami”

W Polsce straszono dzieci „Tatarami”.

 

Słowik w wierzbinie pewnie ze współczucia

Przerwał melodię, zwierz dziki w ukrycia

Chował się pilnie, jak na polowaniu,

Dzień z nocą walczy, ma się ku świtaniu.

 

Księżyc przepłynął błękitu przestworze,

Milcząc, z uśmiechem ukrył się za wzgórze.

Gdy pasterz zniknął rozpierzchły się stada

Gwiazd, jako ptactwo, kiedy jastrząb spada.

 

Zza lasów ławy błyszcząca, różana,

W kolorów barwie grającej skąpana,

Z poranną zorzą znad źródeł Tatyny

Płynie jutrzenka ze słońca krainy.

 

Mała, lecz w pełni słabe rzuca cienie,

Wtem zbladła, zgasła, bo słońce promienie

Z łuku złotego rzuciło jak strzały,

A las od ptasząt rozśpiewał się cały.

 

W kościółku ranny nie zajęczał dzwonek,

Tylko w lazurach pieśń nucił skowronek,

Ćwierkając, skacząc wróbelków gromada

Opuszczonego straż kościółka składa.

 

Jak pajęczyna na skrzydłach wietrzyka,

Mgła sponad bagien wznosi się, umyka.

Miliony roślin, perlących się z rosy,

Listki kieruje do słońca w niebiosy.

 

Bez liku muszek w powietrzu się roi,

Jaskółka wroga swego się nie boi,

Ona swobodnie w górę, w dół zlatuje,

Poluje w locie, szczęśliwą się czuje.

 

Nieszczęsny tylko człowiek, pan stworzenia,

Niepewny życia, losu, swego mienia.

Promienne słońce rosę perlistą spijało,

Co rozsiał mrok, zanim powstało.

 

Wietrzyk poranny zabłąkał się w lesie…

Upalna cisza dziś burzę przyniesie.

Wtem od północy rżenie słychać koni,

Skrzyp wozów, teleg, Tatarzy, to oni:

 

Na koniach szczupłych kosmate barany,

Bo runem czarnem każdy był odziany,

Niby żarłoczna szarańcza zgłodniała,

Tak ćma Tatarów wzgórze opasała.

 

Twarz oliwkowa, oczy i brwi skośne,

Spłaszczone nosy, usta grube, głośne,

Spiczaste, wielkie ich głowy nakrycia,

Strzały w kołczanie, nahajki do bicia.

 

Za pasem noże, powrozy i łyka,

„Lasso”, na które łapią niewolnika,

A w ręku silny łuk z pierzastą strzałą

Moczoną w trutce, w skutku doskonałą.

 

Jak rozprzężone żywioły natury,

Niszczyć, rabować mieli nakaz z góry,

Powszechnie z rzymska „Tartari” nazwani,

Znaczy po polsku, jak z piekła wysłani.

 

Gdzie czerń tatarska na koniach przebyła,

Ziemia tam długo się nie zieleniła,

Ginął majątek, zamierało życie,

Głód, mór sprowadzał Tatar pospolicie.

 

Jak wilk na zdobycz, do kościoła lecą,

Patrzą, a kościół, chaty pustką świecą,

Kościółek Wszystkich Świętych podpalili,

Gdy płonął, dziką radością zawyli.

 

Łupów, jassyru nadzieją zwiedzeni,

Oddają chaty na pastwę płomieni.

Puścili z dymem także dom plebana,

Zabrawszy wszelką własność księdza Jana,

 

Który ze życiem ledwie uszedł cudem,

W lasy za zbiegłym, łzy roniącym ludem.

Inni na górce kościół drugi, nowy,

Chcą spalić, mając plan tego gotowy.

 

Kościół dębową bramą był zamknięty,

Sądzili dzicy, że dom chrześcijan święty

Moc niewolnika cenne skarby chroni,

Znaleźli obraz Matki z berłem w dłoni.

 

W czerwonym stroju, Kantymira pewnie,

Zastępca w obraz rzucił okiem gniewnie,

Gdzie w aureoli Boga-Rodzicielki

Postać jaśniała, był to ołtarz wielki.

 

Wódz okiem chciałby spalić postać cudną

Lub ogniem zniszczyć żywą czyli złudną.

„Spalić Ją” zagrzmiał. Rozkazy spełnione

Głownie pod ołtarz w słomę zanurzone.

 

Ogień nie płonie, lecz gaśnie, nie bucha,

Pohaniec jeden, drugi silnie dmucha,

Pochodnia tląca tylko iskry ciska,

Jak rdzawa szabla wyjęta z ogniska.

Słoma nie płonie, rozkaz nie spełniony,

Wódz zagryzł wargi od gniewu trawiony,

Rozkaz powtarza, każe przeciąć pęta

W niewolę wziętych, więc pędzą dziewczęta.

 

Nahajki świsły, dzicz pod ołtarz pędzi

Biedne niewiasty i biczów nie szczędzi,

Daremna chłosta, biczami zachęta,

Nie tchnie się ognia słoma, jak zaklęta.

 

Dowódca srogi rzuca się i pieni,

Padają na twarz pohańcy strwożeni,

Błękit z zachodu głęboki bezbrzeżny

Wsparł się o obłok, jakoby wał śnieżny.

 

Ze wschodu ciągły chmury ołowiane,

Rwały je w strzępy przebłyski świetlane,

Grom, grom, popędza zygzak błyskawicy

Echu przyświeca, drży grunt w okolicy.

 

Szum stłumił grzmoty, a nocy ciemności

Nadciągły z burzą, co dowódcę złości.

Rzuca się, biegnie, sam bierze łuczywo,

Dmucha i w słomę zanurza je żywo.

 

Lecz ogień w słomie, jakby w wodzie gaśnie,

„Czary niewiernych, skończę z niemi!”,

wrzaśnie, Z szablą na ołtarz błyszczącą wyskoczył,

Ale się zachwiał i na ziemię stoczył.

 

Blade i drżące dreszczem śmierci ciało

U stóp ołtarza resztę sił oddało.

Jakby piorunem z chmur czarnych rażony,

Marji Królowej potęgą uśpiony.

 

„Cud, cud !” krzyknęli głośno niewolnicy,

Wszak Marja drgnęła, widzieli to dzicy.

I berłem grożąc poprawiła Dziecię

Na ręku, światłem zajaśniała przecie.

 

Dziki krzyk trwogi wstrząsnął Tatarami,

Jeńców puszczali, uciekali sami,

Tylko dowódcy zesztywniałe zwłoki

Wlekli, by spalić powiązane w troki.

 

Trupa widokiem przerażona tłuszcza

Tatarska wyje, pagórek opuszcza,

Choć grom uderzał, choć burza szalała,

Pierzchła w nieładzie, Hyżne omijała.

 

Ilekroć dzikie szerzyła zagony,

Swej klęski pomna, nie wpadła w te strony.

Zgliszcza nie dymią, zgasiły je chmury

Deszczem ulewnym, daleko ponury

 

Piorun ostatni, zatrząsł ziemią, lasem,

Wyrwana z objęć szuwarów tymczasem

Tatyna rzeczka chmur piersią ossana,

Szumiąc szeroko, szalała wezbrana.

 

Groźne przed chwilą niebieskie przestworza,

Zalane słońcem powitały wzgórza.

I widać łyka, porzucone groty,

Koczowisk resztki stargane namioty.

 

Gromadka jeńców zbiedzona, jak mary

Nie wierzy oczom, że uszły Tatary,

Z paszcz piekielników cudem uwolniona

Wśród łkań z radości podnosi ramiona.

 

Na twarz upada i korne śle dzięki

Bogu, gdyż prośbie Najświętszej Panienki

Zadość uczynił, by Jej miłe dzieci

Unikły hańby i niewoli sieci.

 

Wolnością chwilkę ukojone serca

Znów boleść wstrząsa, mało nie uśmierca,

Ciężka łza gradem na ziemię upada,

Bo z dymem cała puszczona osada.

 

Tatarzy z trwogą opuścili wioskę,

Bo wieś okropną sprawiła im troskę,

Gdyż trzech z „Starszyzny” padło w okolicy,

Zaczarowanej, jak twierdzili dzicy.

 

Powrócił pasterz, ksiądz w lesie zbłąkany,

By dzięki złożyć, cześć Panu nad Pany,

Za cud obrony przed ogniem kościoła,

Co dzwon oznajmia, bo radośnie woła:

 

„Dziękuj pasterzu, dziękujcie owieczki,

Marja zmusiła wrogów do ucieczki”.

Zapadło słońce wielkie za konary,

Z lasów, jak dymy wzniosły się opary.

 

A żabki w stawach zagrały radośnie

Na pożegnanie kończącej się wiośnie,

Rade, że w błocie dał im Bóg mieszkanie,

Więc do północy dziękują Mu za nie.

 

Gwiazdki migocą i swe oczka mrużą,

Jakby skąpane za dnia przeszłą burzą,

Głosy natury w różny sposób miły,

Jak gdyby pacierz wieczorny mówiły.

 

W resztkach namiotów ludek głodny siedzi,

Jak żyć? Co począć? Tą sprawą się biedzi.

Ksiądz Jan bezdomny kapłan pełen wiary

Tłumaczy wiernym, by znosili kary:

 

„Ludu, rzuć rozpacz, niegodne to człeka”,

Gdy Bóg doświadczy, zaraz z łaską czeka.

Potop, Sodoma, Faraona ciąg

Świat nawiedziły wiemy z świętej księgi.

 

Bezwstyd Bóg karze ogniem, albo mrozem,

Nieposłuch władzy, niewoli powrozem,

Wszelką niewierność, jak i brak wdzięczności,

Odpłaca ziemia zanikiem płodności.

 

Za bunt i pychę Bóg rozum odbiera

Upokorzeniem dumne serca ściera.

Dzieci złe zwykle złym potomstwem karze,

Chciwym wskazuje jako dom cmentarze.

 

Gniewowi zwykle niepokutę znaczy,

Lenistwu daje torbę, kij żebraczy,

Grzesznik zuchwały nieszczęsny bez miary,

Gdy mu Bóg ziemskiej nie wymierza kary.

 

Czeka go bowiem w przyszłości zaplata,

W piekle na wieki trwająca, nie lata.

Gdy ogień spali, gdy zabierze woda,

Przyjmijcie karę, czeka was nagroda.

 

Pociecha spadnie na was jako rosa,

Nad wioską Hyżnem czuwają niebiosa.

Bóg ten kościółek wybrał na stolicę,

Marja zasłynie tu na okolicę.

 

Kto Marją wzgardzi, kto Matkę znieważy,

Ten zginie, jako zginęli Tatarzy.

Od was zależy cześć i chwała Matki

Kiedy Jej słuchać będziecie jak dziatki

I cnót przykładem zaświecicie wszędzie

Maryja zawsze „Łaskawą” wam będzie.

2014